News | Julek S. | Bumerangi | Artykuły | Pierdoły | Galeria | Download | Linki | Kontakt



Witaj!

Przed oczami masz stronę o ciemnym, bliżej nieokreślonym kształcie.
Niecałkiem blog, nie wąskotematyczny serwis; nie śmieszny, nie całkiem poważny; miejscami wartościowy, a chwilami aktualny.

Przymruż oko, zapraszam na wycieczkę po julexowym świecie!


Krótko o działach strony

Artykuły
Obszerne teksty na różne tematy, leżące w moich zainteresowaniach.

Pierdoły
Stale rosnący zbiór objawów ludzkiej głupoty, zarejestrowanych aparatem fotograficznym i PrintScreen'em.

Bumerangi
Podstawy, które należy wiedzieć o bumerangach. Dokładne instrukcje jak zrobić, jak rzucać; mechanika lotu.

Julek S.
Kilka słów o autorze tej strony.

Galeria
Zbiór zdjęć, które uważam za istotne.

Download
Rosnący zbiór plików do pobrania. Polecam się zapoznać, bo to same unikaty!

Linki
Strony, które uważam za ciekawe i godne polecenia.

Kontakt
Chętnie przyjmę i odpowiem na każdy głos!

Julog - prawie jak blog

22 I 2015

Jak nauczyć się śpiewać

Istnieje jeden praktyczny sposób na naukę śpiewu - nazwaliśmy go Temptonik. Zareklamuję teraz własny produkt i - wyjątkowo - nie poczuję żebym robił coś złego. Bo uważam, że Temptonik jest po prostu dobry!

Kto nie chciałby obiektywnie ocenić czy jego śpiew jest ładny? Kto nie chciałby zmierzyć swoich postępów? Kto nie chciałby (anonimowo!) rywalizować z innymi? Cóż, na pewno istnieje niemało takich osób, lecz mimo to uważałem że stworzenie programu oceniającego śpiew to świetny pomysł.

Pewnego leniwego dnia usiadłem więc do komputera i zacząłem pisać applet Java, który miał spełniać powyższe założenia. Wybór padł na Javę z wielu powodów: dostęp do urządzeń audio, bogata biblioteka standardowa i "przyjazność internetowi" - to najważniejsze z nich. Poczułem że sukces jest bliski gdy udało się odebrać dane z mikrofonu i gdy udało się przeportować na Javę kod FFT z "Numerical Recipes". Wystarczyło znaleźć maksimum w widmie, by stwierdzić czy zaśpiewałem dobry dźwięk! Po pierwszych testach radość szybko opadła - applet poprawnie wykrywał częstotliwości wyłącznie na głoskach 'a' i 'o'...

Znalezienie algorytmu detekcji częstotliwości, który działałby w czasie rzeczywistym to, oczywiście, nierozwiązywalny problem. Zgadzając się na pewne opóźnienia możemy, co prawda, uwolnić się od ograniczeń narzuconych przez nieoznaczoność Heisenberga, ale wówczas na jaw wychodzi dużo bardziej dotkliwy problem: nasze uwarunkowania biologiczne. Tak, ludzka percepcja "wysokości dźwięku" nie ma wiele wspólnego z maksimum w widmie. Innymi słowy, "barwa dźwięku" wpływa na to, co uważamy za "wysokość"!

W międzyczasie okazało się też że "przyjazność internetowi", którą kusiła Java, jest bardzo dyskusyjna. Applety ładowały się powoli, sypały ostrzeżeniami, a ich wydajność była nieprawdopodobnie słaba. Tych wad nie miał Flash, na którym wyznawcy Steve'a Jobsa powoli zaczynali wieszać psy...

By poprawić algorytm próbowałem korygować widmo i dobierać funkcje ważące dla okien czasowych, ale niewiele to dało. Po nieudanych próbach stworzenia "sztucznego ucha" zacząłem szukać gotowych rozwiązań i publikacji na ten temat. Znalazłem jedne i drugie, lecz i jedne, i drugie były... żenująco słabe. Nie mam w zwyczaju oszczędzać "naukowcom" słów krytyki, więc może kiedyś opiszę ten epizod bardziej szczegółowo.

Ostatecznym rozwiązaniem okazał się być ciężki, wieloetapowy algorytm o dużej liczbie parametrów. Parametry dobrałem eksperymentalnie, tak by zmaksymalizować dokładność obliczeń, choć wydawało mi się to "nieczyste". Prototyp napisany w C++, skompilowany na maszynę wirtualną Flasha dzięki Adobe CrossBridge, po prostu działał!

"Powinieneś pisać to w HTML5, bo HTML5 to przyszłość, a flasz nie działa na ajfonie" - coś podobnego słyszę nie rzadziej niż raz na tydzień. Niestety, Flash zdobył złą sławę dzięki denerwującym reklamom, ale postępy które zrobił przez ostatnie lata nie powinny zostać niezauważone. Z mojego wywiadu wynika że najbardziej zagorzali krytycy Flasha nie słyszeli o CrossBridge oraz PixelBender, a zatem nie wiedzą jaką moc kryją te narzędzia. Nie mam wątpliwości że technologia Flash (w połączeniu ze środowiskiem FlashDevelop!) to coś, do czego HTML5 i JavaScript będą się zbliżać przez wiele lat.

Ceną, którą trzeba było zapłacić za dobre wyniki, jest wysoki koszt obliczeniowy i bardzo duża wrażliwość na szumy otoczenia. Pierwszy problem udało się ograniczyć dzięki wytężonej pracy nad bytecodem LLVM produkowanym przez CrossBridge. Drugi problem wciąż pozostaje nierozwiązany, dlatego pamiętaj by śpiewać do Temptonik w słuchawkach!




23 II 2011

Duże dzieci

Zauważyliście że robimy się coraz bardziej dziecinni? Mimo że bierzemy kredyty, chodzimy do pracy, żenimy się i płacimy ZUS, to zewsząd spływa na nas ogłupianie i dziecinnienie, któremu trudno się oprzeć.

Kupiłem Acryl-Putz żeby szpachlować ściany. Internetowe poradniki przestrzegają jednak, że to się nie uda - podobnie jak z malowaniem, cyklinowaniem i wyciąganiem gwoździ - lepiej zostawić sprawę fachowcom. Dziwne, bo jednak się udaje.

Problem jest ogólniejszy - zawsze gdy masz zapał do zrobienia czegoś dobrego to albo "się nie uda" albo nie znajdziesz odpowiednich środków. Sigma-Aldrich odmawia wysyłki chemikaliów które zamówiłem, bo niby po co mi one? Z OBI zniknął perhydrol, bo co jeśli zrobię sobie krzywdę?

W dobrym czasie antenowym telewizyjna dwójka serwuje nam Wkurzajewskiego i "Kocham cię Polsko". Wcześniej jego miejsce zajmowały "Duże dzieci" (ha!) i "Europa da się lubić". A kiedy zniknęły "Telewizja Edukacyjna", "Kwant", "Laboratorium" lub choćby "Agrobiznes"?

Jeśli trzymamy się telewizji - zauważyliście że "ekspert" (z dowolnej dziedziny) zaproszony do studio zawsze powie banały, które - nie przesadzając - mógłby powiedzieć każdy z nas? Bo tak trzeba tłumaczyć dzieciom.

Z licealistów robi się niemowlęta. "Na podstawie fragmentu napisz jakie uczucia targały Werterem, unikaj cytowania". A całkiem niedawno dwóch policjantów chciało mnie zatrzymać, bo myśleli że uciekłem ze szkoły.

Z każdym rokiem przepaść się powiększa. Poszedłem rozrywkowo na pewien wykład dla drugiego roku fizyki. Uciekłem po godzinie. Ostatnio podobnie czułem się w przedszkolu, gdy wszystkie dzieci spały podczas leżakowania.




8 I 2011

- Gdzie ty się podziewałeś?!

- Przepraszam, miałem magisterkę do napisania, a potem poszedłem do roboty i się zasiedziałem.
- Jak to się zasiedziałeś?! Nie było cię cały rok, martwimy się z ojcem!

To nie scena z moralizującego filmu o zbuntowanych nastolatkach, lecz magistrancko-doktorancka rzeczywistość, która z pewnością nie nadaje się na film. A na pewno na ciekawy film.

Dlaczego? Bo magisterka to murzyńska, nikomu niepotrzebna robota. Ot - zwyczaj wymaga by ją napisać; napisanie stu stron bełkotu to ostateczny test czy jesteś wykształciuchem. Doktorat najprawdopodobniej niewiele się nie różni, wymaga tylko nieco zwiększonej objętości bełkotu. A profesorowie? docenci? - co oni robią? Zasadniczo to samo, ponadto zajmując się pozyskiwaniem środków na "badania". Oni mają pieniądze i miejsca w instytutach, więc trzeba ich słuchać.
Zasady są więc proste - nawet średniowieczny chłop je rozumiał.

Oszukujemy się. Chodzimy na seminaria, na których wszyscy śpią. Piszemy publikacje których nikt nie przeczyta. Obijamy się bez sensu (może komuś się to kiedyś przyda!). Mówimy mądre słowa o rzeczach których nie rozumiemy. Kto zadaje pytania jest śmieszny i głupi, bo przecież nie o ciekawość tu chodzi, tylko o publikacje, konferencje i cytowania.

Do niedawna mieliśmy naukę niedoinwestowaną - brak funduszy tłumaczył brak efektów. Teraz mamy fundusze, mnóstwo sprzętu, ale wyników - nadal nie. Tego już nikt głośno nie powie. A nawet jeśli powie, to zakrzyczą go przyjaciele feudalnego systemu.




12 II 2010

Studiuj szybko, umrzyj młodo

Podobno coraz częściej odbiorcom CSJ zdarza się Error 1337: TLDR*. Będzie więc krótko i świątecznie.

Nawiązując do tytułu: ostatnio przez większość czasu szukam pomysłu na pracę magisterską z fizyki. Na chemii - przypomnijmy - temat znalazł mnie sam. Pewnych błędów nie popełnia się dwa razy.

Z tego powodu, w poszukiwaniu natchnienia, przejrzałem wszystko, co w ostatnich wydaniach Physical Review zawierało słowa 'femtosecond laser'. I? I niestety, chłopaki się świetnie bawią; puszczają petawatowe zajączki po ścianach laboratoriów, wycinają nanodziurki w monowarstwach, a nawet fotoasocjują zimne atomy uwięzione w helowych kroplach... Jakieś takie to... mało romantyczne.
W słabym, choć boleśnie prawdziwym, serialu 'Eureka' nauka polega na robieniu bomb i silników rakietowych. Chyba będzie trzeba się tym zainteresować.
By przegnać złowrony, miły akcent na koniec...

Wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia, pełnego koszyka świadczeń i odpoczynku w rodzinnym gronie,

z okazji Tłustego Czwartku
życzy zespół CSJ.



*) łac. Too long, didn't read


18 XI 2009

Teoria Gryp

Wiele rzeczy stanęło na przeszkodzie, lecz oto ona: szesnasta aktualizacja. Będzie więc o wakacjach, tzn. konferencjach.

San Sebastian się udało. Udało się policzyć potencjały chemiczne. Udało się na czas napisać program. Udało się go także skompilować. A co najważniejsze - udało się uzyskać sponsoring od organizatorów konferencji.
Tym sposobem wraz z Martą zwiedziłem pociągiem kawał Europy i poopalaliśmy się w hiszpańskim słońcu na koszt Europejskiego Centrum Obliczeń Atomowych i Molekularnych (tzw. CECAM). Gorąco polecam to biuro podróży i taki sposób spędzania wakacji.

Jedynymi zgrzytami które wystąpiły, i które trzeba tu wspomnieć, były: bilet InterRail oraz francuscy kolejarze.
InterRail - bo z założenia uprawnia do przejazdu każdym obciągiem; w praktyce jednak zawsze nie tym, który jest Ci potrzebny. Francuscy kolejarze - bo 'okienko nie udziela informacji', 'nie sprzedajemy miejscówek', 'nie da się tego sprawdzić' a niektórzy nawet 'jaka Warszawa?'.
Duma rozpiera, gdy spojrzeć na PKP. A tamtym panom - przyznajemy listopadowe joby!

Po powrocie zostałem fotografem z ramienia ICMu na okoliczność odbywającej się w Warszawie konferencji chemicznej. Układ był prosty: lustrzanka Canon + jedzenie w Intercontinentalu (*****-hotel z dziurą, za Złotymi Tarasami) w zamian za dobre zdjęcia przyjezdnych uczonych. Dużo by opowiadać, dość że takiego luksusu nigdy dotąd nie widziałem i jeszcze długo nie zobaczę. Nieprędko też zjem homara, ośmiornicę i 10 deserów; tak jak nieprędko chłopiec we fraku otworzy mi drzwi do kibla.
Inwestycje w naukę nie idą na marne!

To smutne, ale wszystkie wydarzenia wskazują, że trzeba się zacząć poważnie zastanawiać. Za rok kończą się bowiem jedne studia, a wówczas dobrze byłoby mieć na siebie pomysł. Zawsze obawiałem się tego dnia.
Jeśli nic nie wymyślę, pójdę na doktorat - zyskać trochę czasu.

Aha, nie wiem jaka będzie pogoda w weekend. To nie do pomyślenia, ale w ICM'ie można się też zajmować innymi rzeczami.



24 VIII 2009

Wiedza archetypowa

Wydarzyło się sporo; zresztą, przez trzy miesiące miało prawo. Będzie o wiedzy archetypowej, dalekiej północy, bezkonkurencyjności i o tym jak się robi naukę.

Zanim jednak zacznę, muszę się usprawiedliwić. Zapłaciłem za CSJ abonament na przyszły rok. To oznacza, że będę prześladował internet swoją obecnością przez najbliższe 12 miesięcy. Straszne? Otóż nie dla każdego! Jak sprawdziłem wczoraj, piętnastu użytkowników pewnego portalu, (którego nazwy nie pamiętam, przepraszam) dodało CSJ do Ulubionych. Żadnego z nich nie znam. Moja motywacja do pisania nie jest bezzasadna!

Ale po kolei. Jest sesja, czuję się fatalnie. Egzamin z 'Podstawy syntez farmaceutycznych' trzeba jednak zdać!
Uczę się do ostatniej minuty, ale nic z tego. Trzęsie mną gorączka, myśli się rozbiegają, czytam to samo zdanie po pięć razy. Nie ma prawa wyjść.
Na egzaminie zastaje mnie piętnaście pytań otwartych. Nie ma szans na zgadywanie. Niektóre są proste, np. jak otrzymuje się chlorek cyjanurowy. O większości jednak pierwsze-słyszę.
Na łatwe odpowiadam, ale co zrobić z resztą? Nie można zostawić pustych kartek - cokolwiek trzeba napisać. Tak więc układy aromatyczne sprzęgam poprzez związki Grignarda, a sulfotiazole stosuję jako pomocniki estryfikacji. Naprawdę piszę 'cokolwiek'; szykuje się sromotna porażka.
Porażka jednak nie nadchodzi - w indeksie z niedowierzaniem znajduję piątkę. Jung miał trochę racji z wiedzą archetypową!

A daleka pólnoc? Na wysokości 1222 m, w miejscu gdzie kręcono Gwiezdne Wojny (planeta Hoth), słońce świeci całą noc, a śnieg leży okrągły rok, naprawdę można poczuć się jak na wczasach. Ten temat wymaga jednak staranniejszego opracowania, bo Norwegia to kraj tak egzotyczny, że trzeba o nim napisać nieco więcej. Bardzo polecam.

Po raz pierwszy w życiu miałem też okazję poczuć się bezkonkurencyjny, niestety dopiero po fakcie. Zgłosiłem się na interview do ICM?u, by zawalczyć o upatrzone stanowisko. Zachowywałbym się bardziej nonszalancko, gdybym wiedział, że jestem jedynym kandydatem. Zwyciężyłem w wielkim stylu.

A nauka? Właśnie się robi - poniekąd sama. Od dwóch tygodni śpię przy szumie komputerów, bowiem na pięciu maszynach chodzą symulacje adsorpcji wódki na węglu aktywnym. Tak, tak. Ich wyniki mają być przepustką, by pojechać z Martą na konferencję do Hiszpanii.
Konferencja jest za tydzień, damy radę?



31 V 2009

Smaki rzycia

Zacznie się kwaśno, potem będzie gorzko, różowo i znowu gorzko. Takie czasy.

Kwaśno - wbrew pozorom - z dobrego powodu
Na spółę z M kupiłem krzak Citrus Calamondin. Piękny i smaczny.

Niestety, wygląda na to, że na każdą cytrynę trzeba czekać około pół roku. Po trzech latach inwestycja miała się zwrócić; jednak teraz widać już jasno, że przyjdzie czekać nawet z dziesięć. A może nawet do końca studiów.

Później był epizod gorzki, nieudany. Grą na bębnie miałem uświetniać jakąś uroczystość akademii medycznej. Nie dość że bęben dostałem dzień wcześniej o godz. 22, to jeszcze okazało się że wcale niełatwo się na nim gra. Nie miało prawa wyjść. Nie wyszło.
Miało być tak (link), a było... nawet nie jak zwykle.
Dobrze że nie jestem samurajem. Apropos - obejrzałem w końcu "Siedmiu...", za piątym podejściem. Archaiczne i długie.

Można by pomyśleć, że życie studenta przed sesją to pasmo porażek. Nic bardziej mylnego! Zawsze znajdzie się coś, co poprawi studentowi humor. Tym razem, z inicjatywy niejakiego Żuka, zaczęliśmy grać. Są trzy gitary, perkusja i doskonała zabawa. No a przede wszystkim nikt nie krzyczy gdy nie wyjdzie. Idę spać. Gorzko mi, bo nie ma w domu cukru do herbaty. Byłem w kilku sklepach, ale z powodu pogańskiego święta wszystkie są dziś zamknięte. Kościół atakuje moją twierdzę od strony żołądka.




21 IV 2009

CSJ - kryminalne zagadki Warszawy

Dziś, po długiej i owocnej w przemilczane wydarzenia przerwie, będzie o kryminalnych zagadkach Warszawy.

Akcja rozgrywa się w ostatni weekend. Jadę tramwajem do domu, trzymając Martę na kolanach. Wtem:
- Co wy robicie, nie widzicie, że ludzie się z was śmieją?! - zaatakował znikąd Moher.
- Yyy?
- No jak to tak, ludzie się śmieją! Skandal, murmur...
W tym momencie obiektywnie rozejrzałem się, żeby stwierdzić, że nikt się nie śmieje. Odpowiedzieliśmy więc coś niejasno, że nasza sprawa, że spieprzaj dziadu...
W tym momencie do Mohera podchodzi Cwaniaczek z Psem i wyjmuje z kieszeni skórzaną okładkę na dokumenty.
- Dobry wieczór, Komenda Stołeczna Policji. Jaki ma pan problem? - Cwaniaczek przyparł do ściany Mohera.
- Nic! - oburzony Moher warknął i skorzystał z okazji żeby wysiąść.
Po pewnym czasie, gdy ładnie podziękowałem Cwaniaczkowi z Psem, okazało się, że wysiadamy na tym samym przystanku. Przeszliśmy razem kawałek drogi.
- Nie lubię takich dziadów - usprawiedliwił się Cwaniaczek. - A ty się boisz psów? - spytał Martę, uciekającą na trawnik przed jego Psem.
- No, nie lubię psów...
- Ale tylko czworonożnych!




16 III 2009

Ojropa

Aktualizacja z emigracji, czyli bez polskich liter, m.in. o tym jak pekla mi guma w Holandii.

Po kolei: terminal Etiuda na Okeciu to niebywaly syf. Joby dla jego projektantow. Poza tym, stewardesom Germwings nie mozna robic zdjec. Nie wiem dlaczego, wiec zrobilem.

Spring School of Spintronics jawi sie calkiem dobrze jako zjawisko krajoznawcze. Niestety, szybko okazalo sie, ze niczego sie tu nie dowiem, bo stalocielstwo jest nudne, a wyklady niestrawne. Siedze wiec w lawce i stukam w komorke, podobnie jak 99% partycypantow.

W weekend pojechalem z Zukiem na wypozyczonych (5e/d) rowerach do Maastricht. Powrot do Aachen byl trudny, bo pekla mi detka. Nigdy bym nie przypuszczal, ze to powietrze jest az tak potrzebne!




8 III 2009

Das Experiment [cenzurowane]

Dziś będzie krótko o Wiosennej Szkole Spintroniki.

Spring School of Spintronics odbywa się gdzieś koło Akwizgranu. Za jakieś dwie godziny, pod lotniskiem w Kolonii, zacznę się tym bardziej przejmować.
Ciekawe jak studia zniosą dwa tygodnie rozłąki. Ciekawe też co to jest spintronika. Zapowiada się ciekawie!




Starsze

Kontakt | Linki | Download | Galeria | Pierdoły | Artykuły | Bumerangi | Julek S. | News



Najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x700+coś lub większej, na komputerze wyposażonym w internet.