News | Julek S. | Bumerangi | Artykuły | Pierdoły | Galeria | Download | Linki | Kontakt



Witaj!

Przed oczami masz stronę o ciemnym, bliżej nieokreślonym kształcie.
Niecałkiem blog, nie wąskotematyczny serwis; nie śmieszny, nie całkiem poważny; miejscami wartościowy, a chwilami aktualny.

Przymruż oko, zapraszam na wycieczkę po julexowym świecie!


Krótko o działach strony

Artykuły
Obszerne teksty na różne tematy, leżące w moich zainteresowaniach.

Pierdoły
Stale rosnący zbiór objawów ludzkiej głupoty, zarejestrowanych aparatem fotograficznym i PrintScreen'em.

Bumerangi
Podstawy, które należy wiedzieć o bumerangach. Dokładne instrukcje jak zrobić, jak rzucać; mechanika lotu.

Julek S.
Kilka słów o autorze tej strony.

Galeria
Zbiór zdjęć, które uważam za istotne.

Download
Rosnący zbiór plików do pobrania. Polecam się zapoznać, bo to same unikaty!

Linki
Strony, które uważam za ciekawe i godne polecenia.

Kontakt
Chętnie przyjmę i odpowiem na każdy głos!

Julog - prawie jak blog

23 II 2011

Duże dzieci

Zauważyliście że robimy się coraz bardziej dziecinni? Mimo że bierzemy kredyty, chodzimy do pracy, żenimy się i płacimy ZUS, to zewsząd spływa na nas ogłupianie i dziecinnienie, któremu trudno się oprzeć.

Kupiłem Acryl-Putz żeby szpachlować ściany. Internetowe poradniki przestrzegają jednak, że to się nie uda - podobnie jak z malowaniem, cyklinowaniem i wyciąganiem gwoździ - lepiej zostawić sprawę fachowcom. Dziwne, bo jednak się udaje.

Problem jest ogólniejszy - zawsze gdy masz zapał do zrobienia czegoś dobrego to albo "się nie uda" albo nie znajdziesz odpowiednich środków. Sigma-Aldrich odmawia wysyłki chemikaliów które zamówiłem, bo niby po co mi one? Z OBI zniknął perhydrol, bo co jeśli zrobię sobie krzywdę?

Piszę w C++ swój doktorancki program; nawet działa. Zaraz, zaraz, w C++? "To ta odmiana assemblera? Teraz się pisze w Pythonie, przynajmniej nie trzeba pilnować typów zmiennnych!"

W dobrym czasie antenowym telewizyjna dwójka serwuje nam Wkurzajewskiego i "Kocham cię Polsko". Wcześniej jego miejsce zajmowały "Duże dzieci" (ha!) i "Europa da się lubić". A kiedy zniknęły "Telewizja Edukacyjna", "Kwant", "Laboratorium" lub choćby "Agrobiznes"?

Jeśli trzymamy się telewizji - zauważyliście że "ekspert" (z dowolnej dziedziny) zaproszony do studio zawsze powie banały, które - nie przesadzając - mógłby powiedzieć każdy z nas? Bo tak trzeba tłumaczyć dzieciom.

Z licealistów robi się niemowlęta. "Na podstawie fragmentu napisz jakie uczucia targały Werterem, unikaj cytowania". A całkiem niedawno dwóch policjantów chciało mnie zatrzymać, bo myśleli że uciekłem ze szkoły.

Z każdym rokiem przepaść się powiększa. Poszedłem rozrywkowo na pewien wykład dla drugiego roku fizyki. Uciekłem po godzinie. Ostatnio podobnie czułem się w przedszkolu, gdy wszystkie dzieci spały podczas leżakowania.




8 I 2011

- Gdzie ty się podziewałeś?!

- Przepraszam, miałem magisterkę do napisania, a potem poszedłem do roboty i się zasiedziałem.
- Jak to się zasiedziałeś?! Nie było cię cały rok, martwimy się z ojcem!

To nie scena z moralizującego filmu o zbuntowanych nastolatkach, lecz magistrancko-doktorancka rzeczywistość, która z pewnością nie nadaje się na film. A na pewno na ciekawy film.

Magisterkę "obroniłem" w atmosferze paranoi na Wydziale Ch**mii UW. Tak chyba musi być, jak świat światem.

Wędrując po ICMie znalazłem karteczkę na ścianie, informującą o studiach doktoranckich za 3 kzł/mc. Promotor powiedział w międzyczasie, że moje obecne kwalifikacje pozwalają znaleźć pracę za 1500 zł/mc. Nie mogąc znieść zniewagi zgłosiłem się pod adres z karteczki i - niestety - dostałem się. Obecnie pocieszam się że wszędzie tak jest i że nic lepszego nie było wówczas na oku.

I tu docieramy do sedna sprawy. Magisterka to murzyńska, nikomu niepotrzebna robota. Ot - zwyczaj wymaga by ją napisać; napisanie stu stron bełkotu to ostateczny test czy jesteś wykształciuchem. Doktorat najprawdopodobniej niczym się nie różni, poza zwiększoną objętością bełkotu i koniecznością włożenia togi. A profesorowie? docenci? - co oni robią? Zasadniczo to samo, ponadto zajmując się pozyskiwaniem środków na "badania". Oni mają pieniądze i miejsca w instytutach, więc trzeba ich słuchać.
Zasady są więc proste - nawet średniowieczny chłop je rozumiał.

Każdy młody chce kariery - to niskie, ale dość normalne. Niestety, nauka to nie McDonalds - tu na karierę pracuje się latami, siedząc na tyłku i słuchając cudzych poleceń. Na myślenie i dokształcanie nie ma czasu. Nie ma też ludzi, którzy mogliby i chcieliby myśleć, bo promowani są ci, którzy mają tyłki przyrośnięte do krzeseł.

Oszukujemy się. Chodzimy na seminaria, na których wszyscy śpią. Piszemy publikacje których nikt nie przeczyta. Obijamy się bez sensu (może komuś się to kiedyś przyda!). Mówimy mądre słowa o rzeczach których nie rozumiemy. Kto zadaje pytania jest śmieszny i głupi, bo przecież nie o ciekawość tu chodzi, tylko o publikacje, konferencje i cytowania.

Do niedawna mieliśmy naukę niedoinwestowaną - brak funduszy tłumaczył brak efektów. Teraz mamy fundusze, mnóstwo sprzętu, ale wyników - nadal nie. Tego już nikt głośno nie powie. A nawet jeśli powie, to zakrzyczą go przyjaciele feudalnego systemu.

Nie narzekam na finansową stronę studiów doktoranckich - jak każdy lubię pieniądze. Ale gdy kiedyś zostanę ministrem to z pewnością zniszczę system finansowania "nauki". Dopóki nie wróci ona na właściwy tor.




12 II 2010

Studiuj szybko, umrzyj młodo

Podobno coraz częściej odbiorcom CSJ zdarza się Error 1337: TLDR*. Będzie więc krótko i świątecznie.

Nawiązując do tytułu: ostatnio przez większość czasu szukam pomysłu na pracę magisterską z fizyki. Na chemii - przypomnijmy - temat znalazł mnie sam. Pewnych błędów nie popełnia się dwa razy.

Z tego powodu, w poszukiwaniu natchnienia, przejrzałem wszystko, co w ostatnich wydaniach Physical Review zawierało słowa 'femtosecond laser'. I? I niestety, chłopaki się świetnie bawią; puszczają petawatowe zajączki po ścianach laboratoriów, wycinają nanodziurki w monowarstwach, a nawet fotoasocjują zimne atomy uwięzione w helowych kroplach... Niestosownie byłoby pytać po co.
W słabym, choć boleśnie prawdziwym, serialu 'Eureka' nauka polega na robieniu bomb i silników rakietowych. Chyba będzie trzeba się tym zainteresować.
By przegnać złowrony, miły akcent na koniec...

Wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia, pełnego koszyka świadczeń i odpoczynku w rodzinnym gronie,

z okazji Tłustego Czwartku
życzy zespół CSJ.



*) łac. Too long, didn't read


18 XI 2009

Teoria Gryp

Wiele rzeczy stanęło na przeszkodzie, lecz oto ona: szesnasta aktualizacja. Będzie więc o wakacjach, konferencjach, grypach i przyszłości.

San Sebastian się udało. Udało się policzyć potencjały chemiczne. Udało się na czas napisać program. Udało się go także skompilować. A co najważniejsze - udało się uzyskać sponsoring od organizatorów konferencji.
Tym sposobem wraz z Martą zwiedziłem pociągiem kawał Europy i poopalaliśmy się w hiszpańskim słońcu na koszt Europejskiego Centrum Obliczeń Atomowych i Molekularnych (tzw. CECAM). Gorąco polecam to biuro podróży i taki sposób spędzania wakacji.

Jedynymi zgrzytami które wystąpiły, i które trzeba tu wspomnieć, były: bilet InterRail oraz francuscy kolejarze.
InterRail - bo z założenia uprawnia do przejazdu każdym obciągiem; w praktyce jednak zawsze nie tym, który jest Ci potrzebny. Francuscy kolejarze - bo 'okienko nie udziela informacji', 'nie sprzedajemy miejscówek', 'nie da się tego sprawdzić' a niektórzy nawet 'jaka Warszawa?'.
Duma rozpiera, gdy spojrzeć na PKP. A tamtym panom - przyznajemy listopadowe joby!

Po powrocie zostałem fotografem z ramienia ICMu na okoliczność odbywającej się w Warszawie konferencji chemicznej. Układ był prosty: lustrzanka Canon + jedzenie w Intercontinentalu (*****-hotel z dziurą, za Złotymi Tarasami) w zamian za dobre zdjęcia przyjezdnych uczonych. Dużo by opowiadać, dość że takiego luksusu nigdy dotąd nie widziałem i jeszcze długo nie zobaczę. Nieprędko też zjem homara, ośmiornicę i 10 deserów; tak jak nieprędko chłopiec we fraku otworzy mi drzwi do kibla.
Inwestycje w naukę nie idą na marne!

To smutne, ale wszystkie wydarzenia wskazują, że trzeba się zacząć poważnie zastanawiać. Za rok kończą się bowiem jedne studia, a wówczas dobrze byłoby mieć na siebie pomysł. Zawsze obawiałem się tego dnia.
Jeśli nic nie wymyślę, pójdę na doktorat - zyskać trochę czasu.

Obecnie znów siedzę w domu i choruję. Według najnowszej (mojej) teorii, w podwyższonej temperaturze mózg jest zupełnie niesprawny. Dlatego też leżąc w łóżku nie da się rozwiązywać zadań domowych, za to dobrze układa się Sapera.
Przydałby się internet - z YouTube'm grypę przechodzi się dużo przyjemniej.

Aha, nie wiem jaka będzie pogoda w weekend. To nie do pomyślenia, ale w ICM'ie można się też zajmować innymi rzeczami.



24 VIII 2009

Wiedza archetypowa

Wydarzyło się sporo; zresztą, przez trzy miesiące miało prawo. Będzie o wiedzy archetypowej, bezradności medycyny w starciu ze mną, dalekiej północy, bezkonkurencyjności i o tym jak się robi naukę.

Zanim jednak zacznę, muszę się usprawiedliwić. Zapłaciłem za CSJ abonament na przyszły rok. To oznacza, że będę prześladował internet swoją obecnością przez najbliższe 12 miesięcy. Straszne? Otóż nie dla każdego! Jak sprawdziłem wczoraj, piętnastu użytkowników pewnego portalu, (którego nazwy nie pamiętam, przepraszam) dodało CSJ do Ulubionych. Żadnego z nich nie znam. Moja motywacja do pisania nie jest bezzasadna!

Ale po kolei. Jest sesja. Zaczyna mi się infekcja, o której pisałem w poprzedniej notce. Nie jest to różyczka; jeszcze do tego wrócimy. Setting jest jednak okropny. Egzamin z 'Podstawy syntez farmaceutycznych' trzeba jednak zdać!
Uczę się do ostatniej minuty, ale nic z tego. Trzęsie mną gorączka, myśli się rozbiegają, czytam to samo zdanie po pięć razy. Nie ma prawa wyjść.
Na egzaminie zastaje mnie piętnaście pytań otwartych. Nie ma szans na zgadywanie. Niektóre są proste, np. jak otrzymuje się chlorek cyjanurowy. O większości jednak pierwsze-słyszę.
Na łatwe odpowiadam, ale co zrobić z resztą? Nie można zostawić pustych kartek - cokolwiek trzeba napisać. Tak więc układy aromatyczne sprzęgam poprzez związki Grignarda, a sulfotiazole stosuję jako pomocniki estryfikacji. Naprawdę piszę 'cokolwiek'; szykuje się sromotna porażka.
Porażka jednak nie nadchodzi - w indeksie z niedowierzaniem znajduję piątkę. Jung miał trochę racji z wiedzą archetypową!

Epizod chorobowy był męczący, ale ciekawy. Czterech lekarzy rodzinnych uznało, że nic mi nie jest i że marnuję ich czas. W desperacji udałem się prywatnie, do medycznej szychy, u której Marta robiła podówczas praktyki. Tam właśnie prof. N i jego kolega, dr. B, postawili na mnie krzyżyk. I komu tu ufać?
Symptomy były bardzo rozmaite, nieustępliwe i całkiem ciekawe, ale badania zlecone przez prof. N (i opłacone przeze mnie, bo kto płaci za hipochondryków?) nie wykazały nic. Diagnozy także były ciekawe: ziarnica, chłoniak, białaczka, AIDS, różyczka, świnka, szkarlatyna, ch. autoimmunologiczne i kilka innych (ciekawszych!) o których mi głośno nie powiedziano. Ostatecznie stanęło na Epstein-Barr Virus choć żaden test tego nie wykazał. Medycyna to biedna nauka - spróbuj zachorować na coś, co nie jest przeziębieniem, a będziesz musiał wyleczyć się sam!

Po pustoszącej chorobie zostały mi tylko wielkie migdały, bolesne węzły chłonne i kręcąca w głowie alergia na coś w powietrzu. To ostatnie miało szansę przycichnąć w norweskiej tundrze.
Rzeczywiście, przycichło. Na wysokości 1222 m, w miejscu gdzie całą noc świeci słońce, a śnieg leży okrągły rok, poczułem się wreszcie jak na wczasach. Ten temat wymaga jednak staranniejszego opracowania, bo Norwegia to kraj tak egzotyczny, że trzeba o nim napisać nieco więcej. Bardzo polecam.

Po raz pierwszy w życiu miałem też okazję poczuć się bezkonkurencyjny, niestety dopiero po fakcie. Zgłosiłem się na interview do ICM?u, by zawalczyć o upatrzone stanowisko. Zachowywałbym się bardziej nonszalancko, gdybym wiedział, że jestem jedynym kandydatem. Zwyciężyłem w wielkim stylu, jak Hussein Bolt.

A nauka? Właśnie się robi - poniekąd sama. Od dwóch tygodni śpię przy szumie komputerów, bowiem na pięciu maszynach chodzą symulacje adsorpcji wódki na węglu aktywnym. Ich wyniki mają być przepustką, by pojechać z Martą na konferencję do Hiszpanii.
Konferencja jest za tydzień, damy radę?



31 V 2009

Smaki rzycia

To będzie rekordowa aktualizacja. Pod wpływem różnych apatii nie chciało mi się tu zaglądać i w efekcie nazbierało się mnóstwo do opowiedzenia. Dużo przeoczę, będzie zdawkowo. Zacznie się kwaśno, potem będzie gorzko, różowo i znowu gorzko. Takie czasy.

Kwaśno - wbrew pozorom - z dobrego powodu
Na spółę z M kupiłem krzak Citrus Calamondin. Piękny i smaczny.

Niestety, wygląda na to, że na każdą cytrynę trzeba czekać około pół roku. Po trzech latach inwestycja miała się zwrócić; jednak teraz widać już jasno, że przyjdzie czekać nawet z dziesięć. A może nawet do końca studiów.

Później był epizod gorzki, nieudany. Grą na bębnie miałem uświetniać jakąś uroczystość akademii medycznej. Nie dość że bęben dostałem dzień wcześniej o godz. 22, to jeszcze okazało się że wcale niełatwo się na nim gra. Nie miało prawa wyjść. Nie wyszło.
Miało być tak (link), a było... nawet nie jak zwykle.
Dobrze że nie jestem samurajem. Apropos - obejrzałem w końcu "Siedmiu...", za piątym podejściem. Archaiczne i długie.

Można by pomyśleć, że życie studenta przed sesją to pasmo porażek. Nic bardziej mylnego! Zawsze znajdzie się coś, co poprawi studentowi humor. Tym razem to wirus różyczki trafił na właściwą osobę.
Anginę łapię średnio 4 - 5 razy w roku i dzięki temu sądziłem, że o bólu gardła wiem już wszystko. Rubella, jakkolwiek pięknie brzmi, zdecydowanie poszerzyła moje horyzonty. Bez pomocy osobistego domowego doktora (House MD) prawdopodobnie zmarłbym z przedawkowania paracetamolu.
Co jeszcze ciekawsze, po tygodniowej infekcji nie mogę zrobić nawet 10 pompek. Nie lekceważ dziecięcych chorób!

W międzyczasie, z inicjatywy niejakiego Żuka, zaczęliśmy grać. Są trzy gitary, perkusja i doskonała (bezalkoholowa!) zabawa. No a przede wszystkim nikt nie krzyczy gdy nie wyjdzie. Świetna rzecz, tylko skąd wziąć takie krótkie gacie?

Idę spać. Gorzko mi, bo nie ma w domu cukru do herbaty. Byłem w kilku sklepach, ale z powodu pogańskiego święta wszystkie są dziś zamknięte. Kościół atakuje moją twierdzę od strony żołądka.
Przetrwamy. Skapitulujemy przy prohibicji po 22.




21 IV 2009

CSJ - kryminalne zagadki Warszawy

Dziś, po długiej i owocnej w przemilczane wydarzenia przerwie, będzie o kryminalnych zagadkach Warszawy.

Akcja rozgrywa się w ostatni weekend. Jadę tramwajem do domu, trzymając Martę na kolanach. Wtem:
- Co wy robicie, nie widzicie, że ludzie się z was śmieją?! - zaatakował znikąd Moher.
- Yyy?
- No jak to tak, ludzie się śmieją! Skandal, murmur...
W tym momencie obiektywnie rozejrzałem się, żeby stwierdzić, że nikt się nie śmieje. Odpowiedzieliśmy więc coś niejasno, że nasza sprawa, że spieprzaj dziadu...
W tym momencie do Mohera podchodzi Cwaniaczek z Psem i wyjmuje z kieszeni skórzaną okładkę na dokumenty.
- Dobry wieczór, Komenda Stołeczna Policji. Jaki ma pan problem? - Cwaniaczek przyparł do ściany Mohera.
- Nic! - oburzony Moher warknął i skorzystał z okazji żeby wysiąść.
Po pewnym czasie, gdy ładnie podziękowałem Cwaniaczkowi z Psem, okazało się, że wysiadamy na tym samym przystanku. Przeszliśmy razem kawałek drogi.
- Nie lubię takich dziadów - usprawiedliwił się Cwaniaczek. - A ty się boisz psów? - spytał Martę, uciekającą na trawnik przed jego Psem.
- No, nie lubię psów...
- Ale tylko czworonożnych!




16 III 2009

Ojropa

Aktualizacja z emigracji, czyli bez polskich liter, m.in. o tym jak pekla mi guma w Holandii.

Po kolei: terminal Etiuda na Okeciu to niebywaly syf. Joby dla jego projektantow. Poza tym, stewardesom Germwings nie mozna robic zdjec. Nie wiem dlaczego, wiec kilka zrobilem.

Spring School of Spintronics jawi sie calkiem dobrze jako zjawisko krajoznawcze. Niestety, szybko okazalo sie, ze niczego sie tu nie dowiem, bo stalocielstwo jest nudne, a wyklady niestrawne. Siedze wiec w lawce i stukam w komorke, podobnie jak wiekszosc partycypantow.

W weekend pojechalem z Zukiem na wypozyczonych (5e/d) rowerach do Maastricht. Powrot do Aachen byl trudny, bo pekla mi detka. Nigdy bym nie przypuszczal, ze to powietrze jest naprawde potrzebne!




8 III 2009

Das Experiment [cenzurowane]

Dziś będzie o Wiosennej Szkole Spintroniki i o tym jak ciężko jest udawać mądrego.

Spring School of Spintronics odbywa się gdzieś koło Akwizgranu. Za jakieś dwie godziny, pod lotniskiem w Kolonii, zacznę się tym bardziej przejmować.
Ciekawe jak studia zniosą dwa tygodnie rozłąki. Ciekawe też co to jest spintronika. Zapowiada się ciekawie!

Nawet Marta pozwoliła mi jechać; mam nadzieję że najbliższe tygodnie nie okażą się dla niej tak złe, jak myślę że się okażą...

A dlaczego? Teraz będzie kilka słów o Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.
Dwa dni temu miałem perwersyjną przyjemność uczestniczyć w imprezie grupy 6. I WL WUM. Była to smutna, choć ciekawa, lekcja o obcym świecie.
Po pierwsze, potrafią rozmawiać o patomorfologii.
Po drugie, (niektórzy) są głupi. Do tego stopnia, żeby atakować zajętą dziewczynę.

I co teraz? Niestety, jestem za dobry. Noszę nóż w kieszeni, żeby obierać mandarynki. I właśnie dlatego prześladują mnie wyrzuty sumienia - nie zrobiłem czegoś, co powinno się stać; a skończyło się na kilku jobach. Polecam każdemu, a sobie obiecuję: nie nadużywać mózgu!

Tym razem, wbrew pozorom, skończy się jak zwykle. "Daj spokój, nie chcemy problemów". I bądź tu herosem!



11 II 2009

Czas Żubrzej Zamieci

Czyli o barbarzyństwie, feriach, linuxie i hard-resecie.

Ssesja okazała się ciepła i nudna. Najbardziej misterny podstęp się nie powiódł, bo prof. Zły Trip udawał, że nie zna hebrajskiego. Teoremat Tomzy nie został obalony. Nie zgubiłem indexu i nie potrącił mnie tramwaj. Nie zdawałem termodynamiki, nie zdobyłem autografu Dody i nikt mi nie wyciął nerki. Ale i tak było wesoło, bo jak to mawiają Niemcy: "weniger Scheisse schmeckt besser".

Ssesja nie była spektakularna, należało więc spektakularnie ją zakończyć. Wyczyścić pamięć typu cache, możliwie dużo RAM'u i oczywiście opróżnić temp, tak przepełniony nauką. Jeśli się uda, to także sformatować VEPROM* i cały następny dzień flash'ować nowy - lepszy.
Głos Żubra zapewnił zgromadzonych: "Albowiem gdzie są dwaj lub trzej zgromadzeni w imię moje, tam jestem pośród nich." Było nas czterech - nie potrzebowaliśmy innej zachęty.

Teraz jest punkt kulminacyjny; teraz powinienem opisać jakiś nieprawdopodobny wybryk, alegoryczną przygodę lub wielkie dokonanie. Nic takiego się jednak nie wydarzyło. Wojownicy Żubra rozeszli się w pokoju. Obudziłem się następnego dnia w swoim mieszkaniu - świeżutki, pełen chęci do życia, i co najgorsze - pamiętający wszystkie trzy macierze Pauliego. Tylko ostry kebab skrytobójczo przypomniał, że piątkowy wieczór odrobinę różnił się od innych.

Nas*ał czas ferii. Nie ma sensu brać się za wielkie przedsięwzięcia, gdy za kilka dni znowu będzie trzeba wracać do Warszwy. A przedsięwzięcie niedokończone jest gorsze niż niezaczęte.
Nie można jednak siedzieć bezczynnie! Trzeba przynajmniej gainować skille, postanowiłem więc zainstalować na laptopie Linuxa - Ubuntu 8.04 o kretyńskim przydomku Hoża Hawajka. Po niecałym tygodniu zabawy mam ochotę publicznie wybatożyć kablem sieciowym wszystkich jego autorów. Szczególne joby otrzymują developerzy Network-Managera. Brawo ci panowie!

A co do tego wszystkiego ma barbarzyństwo? Otóż z barbarzyńcami jest tak, że przychodzą znikąd i, potrząsając dzidami, depczą ruiny antycznego piękna. Świat się jednak zmienia - dzisiejszy barbarzyńca zamiast konia używa odkurzacza, zamiast topora - ściereczki, a zamiast Rzymu rujnuje moją szufladę. Szufladę w której latami gromadziły się skarby. Nie to jest jednak najgorsze, że straciłem julexowe dziedzictwo. Znacznie gorsze jest, jak łatwo mi to przyszło. Jakby powiedział humanista, w całej swej oralnej mądrości - nihilizm jest gangreną naszych czasów :)

*VEPROM - Vodka Eraseable Programmable ROM




Starsze

Kontakt | Linki | Download | Galeria | Pierdoły | Artykuły | Bumerangi | Julek S. | News



Najlepiej oglądać w rozdzielczości 1024x700+coś lub większej, na komputerze wyposażonym w internet.